Skip to content

11 czerwca 2010

FLNG – pływająca platforma wydobywcza

FLNG

Dynamicznie rozwijający się światowy przemysł gazowy – mimo ekspansji na niekonwencjonalnych złożach ze skał łupkowych bądź pokładów węgla – coraz większą uwagę zaczyna zwracać na zasoby podwodne, eksploatacja których z powodu odległości od brzegu jest póki co nieopłacalna. Pomocnym okazać ma się FLNG – pływający odpowiednik platformy wydobywczej.

Na pomysł jako pierwsi wpadli inżynierowi z Royal Duch Shell będącego głównym propagatorem koncepcji FLNG. Zakłada ona stworzenie pływającej platformy, która po zakotwiczeniu nad złożem rozpoczęłaby wydobycie oraz automatyczne skroplenie pozyskiwanego surowca w taki sposób, aby można go było załadować na metanowiec (statek transportujący LNG) i dostarczyć bezpośrednio do terminalu do odbioru skroplonego gazu ziemnego odbiorcy. Po wyczerpaniu złoża jednostkę przemieszcza się na kolejne, co zdecydowanie wydłuża okres jej eksploatacji.

Idea na pierwszy rzut oka wydaje się bajecznie prosta i nasuwa pytanie – Dlaczego do tej pory nikt na to nie wpadł? Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, diabeł tkwi w szczegółach. Największym problemem stojącym przed inżynierami jest konieczność zaprojektowania systemu, który byłby w stanie poradzić sobie na otwartym ocenie nawet w przypadku silnego sztormu. Statek powinien zostać ustabilizowany w taki sposób, aby znajdujący się w jego zbiornikach skroplony gaz nie uszkodził systemu magazynowania. Wyzwaniem okazuje się również skonstruowanie systemu skraplania, który bezawaryjnie funkcjonowałby na kołyszącym się okręcie. Jedynym pocieszającym aspektem wydaje się być bezpieczeństwo ekologiczne wynikające z właściwości fizycznych skroplonego gazu ziemnego, który nawet w wypadku katastrofy i dostania się do wód, nie powoduje dla środowiska takich szkód jak ropa naftowa.

FLNG

Światowy kryzys gospodarczy i znaczny spadek cen gazu z 14 dol. za 1mln Btu latem 2008 r. do niecałych 5 dol. z pewnością nie przyczynił się do wzmożenia prac nad FLNG. Według firmy analitycznej Wood Mackenzie spadek popytu skutecznie przeniósł uwagę inwestorów na bardziej sprawdzone rozwiązania. W swoim raporcie twierdzi ona również, że do opłacalności zastosowania FLNG konieczne są złoża o rezerwach przekraczających 14 mld m sześc. Z drugiej jednak strony, w przypadku podwodnych złóż przekraczających 140 mld m sześc. konieczne byłoby zastosowanie dwóch jednostek FLNG, co sprawia, że równie opłacalna byłaby budowa podmorskiego gazociągu.

Znacznym problemem stojącym przed potencjalnymi inwestorami są trudności w pozyskaniu finansowania. Nie lada utrudnieniem – zwłaszcza dla mniejszych firm – może okazać się znalezienie chętnego na podpisanie długoterminowego kontraktu na dostawy gazu z FLNG. Tylko znaczące firmy zajmujące się wydobyciem, w przypadku problemów z dostawami z pływającej platformy, mogłyby uzupełnić je transportami z innych terminali bez narażenia odbiorcy.

Wszystko wskazuje na to, że przyjdzie nam jeszcze poczekać na pojawienie się pierwszego egzemplarza Floating Liquefied Natural Gas vessel. Rosnące ceny gazu na światowych rynkach mogą okazać się pierwszym sygnałem zwiastującym nową erę, w której wydobycie zacznie przenosić się z lądu na morza.

Przeczytaj więcej w Gaz ziemny

Podziel się swoimi przemyśleniami. Skomentuj.

(wymagane)
(wymagane)

Subskrybuj komentarze